Berlin – dzień drugi: Reichstag – Unter den Linden – Fernsehturm

Dzisiejsza pobudka tylko nieco się opóźniła, w efekcie czego ok. 8:40 kasowaliśmy już bilety na S-Bahnę. Prawdę mówiąc o tej porze chcieliśmy już być pod Reichstagiem i rozbijać się łokciami w kolejce, ale liczyliśmy na to, że mimo wszystko nie będziemy długo czekać. Podjechaliśmy metrem pod Bundestag, po przejściu kilku kroków byliśmy na miejscu. Kolejka do wejścia była o ok. 10 metrów krótsza od wczorajszej (uwaga: obecnie konieczna jest rejestracja online). Możliwe, że przez wczesne wstawanie zaoszczędziliśmy godzinę czekania. Niestety pogoda, która od rana nie była rewelacyjna, sukcesywnie się pogarszała. W końcu zaczęło padać. Niezbyt nas to ucieszyło, byliśmy już wystarczająco wyziębieni przez dość porywisty wiatr. Mimo to nie zrezygnowaliśmy. Nasza wytrwałość została chyba nagrodzona, deszcz przestał padać, a my po godzinie weszliśmy do środka. Oczywiście nie obyło się bez odpowiednich środków bezpieczeństwa: musieliśmy dać do przeskanowania torby i plecaki, a następnie przejść przez bramkę wykrywającą metal. Następnie windą wjechaliśmy na górę, gdzie dostaliśmy audiobooki z komentarzem w języku polskim. Teraz mogliśmy już wejść na szklaną kopułę wieńczącą Reichstag, podziwiać okolicę i wnętrze sali obrad. Dojście na szczyt prowadzi chodnikami pochylonymi pod stałym kątem 8 stopni. Z góry roztaczał się dobry widok na liczne zabytki, w tym oczywiście na Bramę Brandenburską. Po zejściu zapoznaliśmy się jeszcze z wystawą zdjęć przedstawiającą dzieje Reichstagu na przestrzeni lat. O 12 byliśmy już na zewnątrz.

Skierowaliśmy się w stronę Bramy Brandenburskiej aby przejść zaplanowaną na dziś ulicą Unter den Linden. Jest to jedna z głównych ulic, przy niej znajduje się kilka ambasad w tym zbudowana w stalinowskim stylu ambasada Rosji. Bez pośpiechu przemierzaliśmy przesłonięty od wiatru chodnik i podziwialiśmy okoliczne budynki. Wstąpiliśmy między innymi do salonów samochodowych (Seat, VW, Bentley, Skoda, Mercedes) gdzie podziwialiśmy piękne i drogie modele. Właściwie niektóre z nich mogliśmy też podziwiać na ulicach. Weszliśmy także na teren Uniwersytetu Humboldta, najstarszego uniwersytetu berlińskiego założonego w 1810 roku. Próbowaliśmy nieco tam poszpiegować, ale wszyscy przebywający tam ludzie nosili plakietki, dlatego szybko się wycofaliśmy z obawy przed zdemaskowaniem przez ochroniarzy.Chmury już całkiem się rozeszły, mogliśmy rozkoszować się pięknym słońcem.

Naprzeciw uniwersytetu stoi gmach Staatsoper, obok której rozciąga się Bebelplatz. Swego czasu doszło tam do pamiętnego incydentu spalenia 20 tysięcy książek, które były niezgodne z wytycznymi nazistów. Dla upamiętnienia tego wielkiego ogniska na środku placu jest szyba odsłaniająca podziemne puste regały. Z placu udaliśmy się do kościoła Św. Jadwigi, który niestety był zamknięty. Nieco dalej znajdował się Prinzessinnenpalais, który służył za siedzibę dynastii Hohenzollernów. Dzisiaj jest tam restauracja oraz kawiarnia Operncafe, do której postanowiliśmy zajrzeć i coś przekąsić. Naszą uwagę przykuła lada z licznymi tortami, trudno było się na coś zdecydować. Ostatecznie postawiliśmy na tort czekoladowy oraz tort Sachera. Zamówienie złożyliśmy przy stylowym styliku, panująca tam atmosfera była iście królewska. Po tym pysznym posiłku ruszyliśmy dalej.

Sforsowaliśmy most na rzece Spree, z którego widzieliśmy już nasz następny przystanek – Berliner Dom. Jest to bodajże największa w Niemczech katedra ewangelicka, która przyciąga uwagę turystów bardzo dużą kopułą. Służyła także za miejsce pochówku niemieckich władców. Aby jednak ją zwiedzić musieliśmy kupić bilet. Katedra w środku była dość bogato zdobiona, dominowało złoto i marmury. Piękne były także witraże nad głównym ołtarzem. Z nawy głównej udaliśmy się na kopułę – stamtąd już drugi raz dzisiaj mogliśmy podziwiać Berlin z wysokości. Następnie zeszliśmy do krypt, gdzie można podziwiać zabytkowe grobowce. Krzysiu w tym momencie już wyjątkowo marudził, jednak mieliśmy jeszcze kilka zabytków do obejrzenia.

Pierwszy na liście był wybudowany z czerwonej cegły ratusz, przed którym znajdowała się fontanna – dar od mieszkańców dla władz miasta. Prezentuje ona kilka postaci: w centrum jest Neptun, dookoła natomiast rozstawione są cztery postacie kobiece symbolizujące cztery rzeki: Łabę, Odrę, Ren i Wisłę. Dość zagadkowa była dla nas obecność Wisły, która chyba nie ma nic wspólnego z Niemcami (co ciekawe na angielskiej stronie Wikipedii określono ją jako jedną z głównych rzek Prus!). Mimo wszystko fontanna robi wrażenie, w szczególności dokładnie odwzorowane detale.

Teraz skierowaliśmy się do Marienkirche, który mogliśmy zwiedzić za darmo. Kościół ten początkowo, czyli od XIII wieku, był katolicki, od reformacji jest jednak kościołem protestanckim. Jego wnętrze jest zdecydowanie skromniejsze od wnętrz Berliner Dom, pierwotnie ceglane ściany zostały obielone, przez co kościół sprawiaj wrażenie przestronnego. Interesująca jest odlana z brązu chrzcielnica, która wiekiem może dorównywać kościołowi.

Z kościoła przeszliśmy do usytuowanej niedaleko Wieży Telewizyjnej (Fernsehturm), która góruje nad całą okolicą. Chcieliśmy skorzystać z tak dobrej pogody, która zapewniała niezłą widoczność i ogólnie interesujące przeżycia. Wieża to najwyższy budynek w Berlinie i całych Niemczech. Jej wysokość to 368 metrów. Początkowo mieliśmy pewne problemy z wejściem do środka, nie wiedzieliśmy, z której strony możemy spodziewać się wejścia. Kiedy kupiliśmy bilety (brak ulgi dla studentów, cena jednego biletu to 10,50 €)  zauważyliśmy, że dla każdego wyznaczony jest czas wjazdu na szczyt. Dla nas było to między 17:40 a 17:50, mieliśmy przed sobą ponad pół godziny czekania. Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście, bo kilka minut później zgromadziła się masa zwiedzających i czas oczekiwania jeszcze się wydłużył. Winda, którą w końcu wjechaliśmy na górę, ma dość zadziwiające parametry. Pokonuje 6 metrów na sekundę, w 40 sekund pokonuje się cały dystans. Na szczycie jest punkt widokowy zapewniający 360-stopniową panoramę berlina. Widoki są rzeczywiście niesamowite, widać ogrom miasta, które rozciąga się prawie po horyzont. Na zakończenie tego trochę wymagającego dnia kupiliśmy sobie drinka Red Sky (trafiliśmy na happy hour, zapłaciliśmy jedyne 5€). W końcu zatęskniliśmy za ziemią.

Do domu wróciliśmy ok 19:15. Dzień zgodnie uznaliśmy za udany. Jutro pogoda może się nieco załamać, choć prognozy czasem się mylą (nawet te niemieckie!), dlatego spróbujemy udać się do słynnego berlińskiego zoo.

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Berlin i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Berlin – dzień drugi: Reichstag – Unter den Linden – Fernsehturm

  1. tomi441 pisze:

    hmmm…. Gosia, pachnie mi trochę naszą książką do niemieckiego. A zdjęcie z Sony Center z poprzedniego wpisu było takie samo jak w tej książce :P

    • MiK pisze:

      No nie, rozgryzłeś nas – dajemy tutaj skany naszych książek z niemieckiego ;) Ale nigdzie tu jeszcze nie widziałam Busu Linie 100, musieli nas oszukać!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s